Saturday, January 17, 2015

Ogarniam...? Nie Ogarniam....czyli jak to jest przeprowadzac sie z jednej emigracji na druga z dwójka malych monsterow

  Przeprowadzkę planowaliśmy już od jakiś paru miesięcy, wiele miesięcy wcześniej o niej rozmawialiśmy. Ale łatwo jest o czymś mówi a o wiele trudniej jest tego dokonać . Jak już przyszło do realizacji planu okazało się ze absolutnie Nie jesteśmy do tego przygotowani. Opis ostatnich dni np.:
  Wstajemy rano kompletnie zdezorientowani po ciężkiej nocy z mniejszym Monsterem ,telefon , koleś chce przyjść zobaczyć maszynę do szycia którą wystawiliśmy na sprzedaż. Zaczynam ogarniać maszynę, sprawdzać itd. 2 igły złamane zanim w ogóle coś zacznę sprawdzać...coś tam nie działa...ja już w stresie...mała krąży po domu i wyjada resztki wszystkiego z podłogi .W dużego wstępuje szaleństwo. Dzwonek do drzwi i po chwili maszyna wyjeżdża z o dziwo zadowolonym klientem, dzieci krzyczą na zmianę. Nie ma już szans na posprzątanie po transakcji wiec zostaje jeszcze większy burdel z okazjonalnymi niebezpiecznymi elementami na podłodze. Reszta dnia mija na próbach doprowadzenia dzieci do normalnego stanu i nie zwariowania przy tym. Tego dnia nie spakowaliśmy żadnego pudla. Takich dni jest średnio 5 na tydzień. Tymczasem zostało 7 dni do wylotu...
  Oczywiście miewamy i dni gdzie faktycznie coś nam się udaje zrobić, oddać coś na używak lub powywozić i posprzedawać . Jednak im bliżej wyjazdu tym robi się ciężej. Zaplanowaliśmy na ten ostatni weekend żeby spakować wszystko to czego teraz nie używamy i przygotować auto do sprzedaży. Mała nie śpi całą noc, kaszle jak stary palacz. Oczywiście rano zamiast realizacji planów jedziemy na dyżur do przychodni (niewyspani i w mocno wkurwionych humorach) , wracamy w lepszym nastroju z paczką leków w dłoni i bez chęci do czegokolwiek. Tego dnia juz nic nie zdzialamy... 
  Idę ogarniać dalej.....
 

No comments:

Post a Comment